czwartek, 4 kwietnia 2013

Opowiadanie.


         Rozpięła guziki, ściągnęła gorset. Sukienka obślizgła się na podłogę. Stała w mokrej jedwabnej halce. Księżyc świecił na jej piękne ciało. Jej falowane, długie czarne włosy oplatały ją całą. Nie czekała na nic. Sięgnęła po nóż. Przeszła do następnej komnaty. Leżał tam jej kochanek, z którym miała wziąć ślub. Nie kochała go. Stanęła nad nim. Popłakała się. Czuła jak łza spływa jej po policzku. Zastanawiała się: " Zabić go? Jest tak spokojny. Śpi. Nie mogę tego zrobić". Nagle usłyszała szmery. Przyszła jej przyjaciółka. Piękna ruda dziewczyna, wysoka, szczupła. Piegi miała na całym smukłym ciele. Miała założoną zwiewną sukienkę, jakby zrobiła ją z porannej mgły. Wyglądała jak nimfa. Jej imię to Emirda. Szepnęła:
- Irpo, nie zastanawiaj się. Zabij go. To twoja jedyna szansa. - Przyjaciółka wiedziała, że czarnowłosa chce zabić swojego przyszłego męża. Wiedziała również, że go  nie kocha.
- Nie mogę, nie mogę. Rozumiesz?
- Ciszej, bo go zbudzisz!
- Emirda, pojmujesz to? Nie mogę zabić człowieka.
Cisza. Ruda dziewczyna patrzyła na nią z pogardą. Była bardziej doświadczona przez los. Powiedziała:
- Daj ten nóż, ja go zabiję.
- Co ty? Ale... Ty nie możesz.
- Dawaj!- Odepchła ją  na bok.
Podniosła narzędzie do góry. Krople poty spłynęły jej z czoła. Stanęła nie ruchomo. I nagle... Irpo krzyknęła:
- Aaaa!
 W tej samej chwili Emirda zagłębiła ostrze w jego ciele. Krew opryskała dziewczyny. Rudowłosa uderzyła przyjaciókę w policzek, zapytała:
- Dobrze się czujesz, po co krzyczysz? Uciekamy, szybko!
Brunetka złapała Piegowatą za rękę. Ta momentalnie ją zabrała. Biegły przez kilka minut, aż oddaliły się na kilkaset metrów. Zatrzymały się, nimfa powiedziała:
- Dlaczego zakrzyczałaś? Zaraz nas znajdą.
- O nie, jakoś tak, ale ty przecież jesteś moją przyjaciółką. Przecież jest noc, jak my takie, prawie nago biegniemy.
- No tak. Chodź. Pójdziemy do mnie, mam jeszcze jeną sukienkę.
Doszły do jej domu.
- Masz to ta.
- Może być.
- Może być? Nie mam nic lepszego, weź płaszcz, o nie! Mam tylko jeden. Wiem, wezmę mojego brata, który wyjechał na wojnę i nie ma go od ponad 5 lat.
Był to kożuch. Solidnie wykonany. Wzięły również  kosz z jedzeniem, resztę złota i miały wziąć konie, gdy Irpo krzyknęła:
- Mogłam przez chwilę zostać w zamku i zabrać złoto i ubrani, no i jedzenie. Zobacz czy świeci się światło.
- Czekaj... Jest cisza.
- Wrócę tam.
- Nie, mogą cię złapać.
- Muszę, inaczej nie przeżyjemy. A wrócimy tu kiedyś?
- Kiedyś? Wątpię.
- Ale ja kocham kogoś, nie mogę tak żyć.
- Później pomyślimy. Idź do zamku.

      

Poszła, księżyc świecił, mocniej niż przed kilkoma minutami. Dziewczyna się bała, może ją złapią. Doszła. Weszła przez okno. Złapała ciężką sakiewkę. Wzięła płaszcz, dwie pary dobrych butów oraz trzy lekkie, ale ciepłe sukienki. Gdy wracała poszła do domu swojego ukochanego. Weszła i powiedziała przerażono:
- Hej, wiesz co się stało?
- Co zabiłaś go? Musisz uciekać.- Zapytał się Fredrich, jej wybranek.
- Tak, uciekaj ze mną!
- Nie, nie mogę, zrozum. Nie mogę zostawić swojej starej matki.
- Ja nie przeżyję bez Ciebie. Nie zobaczę Cię już nigdy. Wiesz... To moje, możliwe, ostatnie spotkanie z tobą.... Irpo zaczęła płakać.
- Nie płacz.- Zaprotestował Fredrich.
- Muszę już iść.
- Obetnij kawałek włosów.
- Po co?
- Proszę, będę mieć po tobie pamiątkę. Masz moje.
Ściął swoje kruczoczarne włosy. Ona obcięła swój piękny lok. Schowali do małych woreczków i zawiesili na szyi. Pocałowali się ostatni raz. Wyszła. Było jeszcze ciemno, więc dał jej lampion.
Doszła do domu. Koni nie było. Wbiegła do domu, a ta zobaczyła kobietę, która trzymała sztylet przy gardle  
Emirdy. Nieznajoma widziała całe zdarzenie, wiedziała o morderstwie...

c.d.n.

Napiszcie czy chcecie więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz